Dlaczego zdecydowałam się kupić odżywkę Garnier?

Z tzw. „odżywek drogeryjnych” Garnier Ultra Doux olejek awokado i masło karite wyróżnia się całkiem prostym składem, brakiem silikonów i przystępną ceną. Odżywkę często można spotkać w promocji w Rossmanie czy Hebe. Blogosfera ma o niej bardzo dobre zdanie, więc któregoś razu zdecydowałam się w końcu na zakup. Tym bardziej, że ponoć to produkt dla włosów suchych i zniszczonych, a takie przecież mam.

O produkcie

Oddaję głos producentowi:

41.JPG

Przyznam, że dopiero przy okazji tego wpisu przeczytałam obietnice producenta ;) „Kremowa i apetyczna formuła” brzmi nieźle ;) Obawiam się jednak, że gdybym kierowała się samym opisem, a nie składem, te presłodzone epitety raczej nie przypadłyby mi do gustu.

Co do sposobu użycia, to nie lubię opisów w stylu „nałóż na kilka chwil”. No bo ile to jest? 15 sekund? 5 minut? 10 minut? Wolę konkrety.

Ostatnia sprawa. Producent deklaruje, że odżywka jest do codziennego stosowania. Jak na produkt z alkoholem isopropylowym, to dość odważna rekomendacja. Ok, może nie jest go jakoś bardzo dużo (8 miejsce w składzie), ale przy moim stanie włosów bałabym się nadużyć produktu ze składnikiem znanym ze swoich wysuszających właściwości. O ile nie mam problemów z nakładaniem produktów z alkoholem na skórę głowy, to w przypadku włosów boję się jeszcze większego przesuszenia i pogorszenia ich kondycji. Dlatego codzienne stosowanie na pewno nie jest dla mnie.

Skład

42.JPG

Aqua/Water, Cetearyl Alcohol (baza emolientowa), Elaeis Guineensis Oil/Palm Oil (olej palmowy), Behentrimonium Chloride (substancja myjąca, antystatyk, konserwant), Cl 15985/Yellow 6, Cl 19140/Yellow 5 (barwniki), Stearamidopropyl Dimethylamine (antystatyk, zastęuje silikon), Chlorhexidine Dihydrochloride (konserwant), Isopropyl Alcohol (alkohol), Persea Gratissima Oil/Avocado Oil (olej awokado), Citric Acid (kwas cytrynowy, konserwant naturalny, regulator pH), Butyrospermum Parkii Butter/Shea Butter (masło shea), Hexyl Cinnamal (zapach), Glycerin (nawilżacz), Parfum/Fragrance (FIL C161611/2).

Po bazie emolientowej olej palmowy, czyli praktycznie najtańszy olej roślinny, dla którego pozyskania wycina się m.in. lasy deszczowe. Generalnie dość kontrowersyjny składnik, choć bardziej w pożywieniu niż w kosmetykach. Dalej już praktycznie wszystko w ilościach niewielkich – konserwanty, barwniki, antystatyk, wysuszający alkohol. Dopiero po tym wszystkim jest tytułowy olej awokado i masło shea… poza tym regulator pH, zapachy i odrobinka gliceryny.

Osobiście nie lubię, jak producent umieszcza w tytule produktu składniki, które występują w nim w ilościach śladowych. Dla mnie stawia to pod znakiem zapytania wiarygodność tegoż producenta.

Jednak jedno trzeba przyznać – produkt jest bez silikonów i bez protein, praktycznie też bez nawilżaczy. Skład całkowicie emolientowy.

Efekty

No własnie. I tu zaczynają się schody… Bo po użyciu odżywki zgodnie z zaleceniem producenta (po myciu włosów, nałożona na „kilka chwil”), nie widziałam żadnej reakcji moich włosów… Żadnej. Prawdopodobnie jest dla mnie zbyt lekka. I nie wydaje mi się, żeby powodem był tylko brak silikonów. Biovax nie ma silikonów i z dociążeniem radzi sobie świetnie. Po prostu na moje suchych i zniszczonych włosach ta odżywka (nota bene dla włosów suchych i zniszczonych) zdecydowanie nie daje rady. Fakt, producent pisze, że odżywka nie obciąża włosów, może jest dobra dla dziewczyn cienkowłosych, które takiego działania właśnie oczekują.

Producent pisze też: „Dotknij swoich włosów, są niewiarygodnie miękkie” ;) Zaprawdę, urocze ;) jednak moje sztywne z natury włosy okazały się nie być „niewiarygodnie miękkie” po zastosowaniu tego produktu. Były – jak zwykle – sztywne ;)

Jednym słowem – stosowanie zgodne z zaleceniem producenta nie przynosi żadnych rezultatów.

Ale!

Maska świetnie się u mnie nadała jako podkład do peelingu skóry głowy błotem z Morza Martwego. Nie bałam się jej nałożyć na skórę głowy, bo nie ma silikonów, skład jest w miarę prosty, bez protein i bez innych udziwnień. W tej roli sprawowała się bardzo dobrze, łatwo ją było wmasować w skórę głowy, nie podrażniało mnie też błoto nałożone na tą maskę.

Drugie zastosowanie, w którym odżywka sprawdza się fenomenalnie to „olejowanie na mokre włosy na odżywkę”. Dostałam rekomendację, żeby tak olejować i nie dość, że efekty są dużo lepsze niż z użyciem samego oleju, to jeszcze polubiłam przez to tę odżywkę Garniera!

Podsumowując, ta odżywka ze względu na swój w miarę prosty emolientowy skład (jednak oparty na oleju palmowym, a nie oleju awokado i maśle karite) i brak silikonów może znaleźć dużo fajnych zastosowań. Ale na moich włosach się nie sprawdza w swoim bardzo podstawowym zastosowaniu.

3.JPG

Pozostałe cechy

Pojemność: 200 ml

Cena: 8/9 zł (w promocji koło 6,50 zł), czyli 4/4,5 zł za 100 ml (w promocji 3,25 za 100 ml). Tania jak barszcz!

Wydajność: Jest ok. Wiadomo, że przy olejowaniu na odżywkę dużo więcej produktu schodzi, więc powoli już ją denkuję.

Przetłuszczanie: Jeśli nakładałam na skórę głowy, to tylko przed myciem, dlatego nie zauważyłam żadnego wpływu na przetłuszczanie.

Skutki uboczne: Nawet ją polubiłam ;)

Zapach: Przyjemny. Na włosach się nie utrzymuje.

Czy kupię ponownie?

Przyznam, że na obecnie trwającej promocji w Hebe miałam już ją w koszyku! Ale przeczytałam jeszcze raz skład (Isopropyl Alcohol!), przypomniało mi się, do czego stosują ją najczęściej (jako podkład pod olej przed myciem) i… stwierdziłam, że się wstrzymam i może zaopatrzę się np. w Kallos Color, też bez silikonów, a dużo bardziej wydajny cenowo i przede wszystkim bez alkoholu.

Da się jednak tę odżywkę polubić i naprawdę rozumiem, że zbiera takie pozytywne komentarze w blogosferze. Szczególnie jeśli coś robi włosom, np. zmiękcza czy wygładza. Ja jednak kupowałabym ją wyłącznie jako produkt do nakładania przed myciem, a to się trochę mija z celem. Więc mam nadzieję, że nie skuszę się już więcej na nią. Mimo przystępnej ceny jest tyle produktów, które mogą mieć dużo lepsze działanie!

2.JPG

Reklamy