Cassię wraz z innymi hinduskimi ziołami kupiłam już jakieś dwa miesiące temu tutaj. Czaiłam się trochę z użyciem cassi i nie chciałam jej używać tuż przed wizytą u fryzjera, żeby nie udawać, że moje włosy są w lepszym stanie, niż są faktycznie. I pomyślałam, że nie ma co cassiować skazanych na odcięcie końcówek.

W każdym razie w końcu przyszedł odpowiedni czas :) Bohaterem dzisiejszego wpisu jest więc henna Cassia, która w zasadzie nie jest henną, ale tak się o niej mówi.

DSC_0717.JPG

Jak przygotowałam hennę?

Cassię można używać jako lekką farbę do włosów, nadającą ciepłe, miodowe refleksy lub jako odżywkę do włosów. Z moimi ciemnymi włosami nie miałam oczywiście szans na żadne „miodowe” refleksy ;) Henna nie rozjaśnia włosów, tylko modyfikuje ten, który mamy, zanim nałożymy hennę. Oczywiście może dać to efekt podobny do farbowania w przypadku włosów jasnych. Ja nie mogę na to liczyć niestety. Dlatego przygotowałam hennę tak jak odżywkę, nie jak farbę. Nie trzymałam jej zbyt długo przed nałożeniem na włosy, żeby się utleniła, bo ewentualne puszczenie barwnika zupełnie na nic by mi się nie przydało.

Wiedząc o wysuszających właściwościach ziół (w szczególności hinduskich), postanowiłam powtórzyć poprzedni udany eksperyment z bhingrajem, czyli wymieszać proszek cassiowy z żelem lnianym, by nie dopuścić do wysuszenia moich i tak suchych włosów.

 

Cassia na włosach

Ciekawe, że cassia pachnie bardziej przyjemnie niż bhringraj. Jakoś delikatniej, bardziej sianem.I też jak się okazało później zapach na włosach nie jest aż tak intensywny. Kolor też jest bardziej zielony po wymieszaniu z wodą i glutkiem lnianym i w rezultacie czułam się jak Ania z Zielonego Wzgórza, kiedy nakładałam mieszankę na włosy ;)

5
Ja jako Ania z Zielonego Wzgórza ;)

Czuję się już pro w nakładaniu takiej papki na włosy, bo udało mi się nie uwalić całej podłogi przy tym ;)

Po spłukaniu umyłam jeszcze szamponem Alterry jeden raz. Wystarczyło, by resztki zioła wymyć ze skóry głowy.

Efekty

Zdjęcia porównawcza starałam się robić w podobnym świetle. Jednak pogoda w międzyczasie się zmieniła, skończyły się upały i zaczęły się pochmurne dni, dlatego pierwsze zdjęcie było robione w dzień pogodny, drugie w dzień bardziej pochmurny. Ale mimo to widać różnicę.

przedipo

Na zdjęciu „przed” mój klasyczny przesusz, włosy po 48 h od mycia, po wiązaniu w jakiś kucyk czy coś. Na zdjęciu „po” są już po cassi i po pierwszym pocassiowym myciu. Wysuszone naturalnie, bez stylizacji. Jak widać, znów góra faluje, a dół nie chce ;)

Poza tym włosy mi mniej wypadają po niej, bardzo mnie to cieszy :) Efekt utrzyma się pewnie przez 2-3 tygodnie, ale mam jeszcze zamrożoną cassię w lodówce, więc może powtórzę zabieg :)

Zdecydowanie pokochałam Cassię! Ciekawa jestem, czy efekty będą się jakoś różniły, w zależności od „producenta” cassi. Zobaczymy :)

Reklamy