Od jakiegoś czasu rozglądałam się za szczotką do mycia ciała. Taką jak do pleców, tylko z krótką rączką. Kiedyś miałam szczotkę do pleców z „odpinaną” długą rączką i bardzo lubiłam nią szorować całe ciało, nie tylko plecy. Ogólnie to wypróbowałam chyba wszystkie możliwe tego typu produkty i:

  • Gąbek nie lubię. Chyba szybko chłoną jakieś roztocza, bo często mnie po nich swędziła skóra a jestem uczulona na kurz.
  • Plastikowych masażerów pod prysznic też nie lubię, są dla mnie zbyt delikatne i muszę się nasiłować, żeby poczuć rezultaty.
  • Za produktami sizalowymi nie przepadam, bo wg mnie po zmoczeniu śmierdzą ;) I też mam wrażenie, że nie jestem w stanie wypłukać z ich włókiem całego nagromadzonego naskórka, więc wydają się mi być mało higienicznym rozwiązaniem. Nawet uwzględniając ich regularne „pranie”.

Dlatego szukałam zwykłej, prostej szczoty, która miałaby włosie niezbyt miękkie, ale też niezbyt twarde. Czyli żeby wymasowała, ale nie porysowała ;)

No i nie mogłam znaleźć. Ale za to zupełnie przypadkiem buszując w Hebe trafiłam na rękawicę Kessa, o której kiedyś czytałam przy okazji rytuału hammam. I jak ją tylko dotknęłam, to wiedziałam, że będzie moja! :D

5.JPG

2.JPG

Materiał jest cienki, łatwo więc nią się posługiwać, ale też łatwo (moim zdaniem) „doprać”. Faktura materiału jest ciekawa, niby delikatna ale jednak chropowata i przyjemnie szorstka. Po próbnym potarciu skóry dłoni w Hebe nawet się nie zastanawiałam dłużej, tylko od razu wrzuciłam do koszyka :) Czułam, że trafiłam na coś, co może mi zastąpić poszukiwaną przeze mnie szczotę.

1

Po piewszym użyciu trochę się rozczarowałam. Dlaczego?

  • Rękawica się skurczyła :( Mam raczej duże dłonie i długie palce, więc po zmoczeniu rękawica wydaje się trochę przymała. Nie jest to jakąś wielką wadą, ale zmniejsza się komfort użytkowania. Widać na poniższych zdjęciach, że zaraz po zakupie rękawica „wystawała” poza tekturkę, teraz się w tej tekturce spokojnie mieści.
  • Rękawica farbuje! Na czarno. Na początku już myślałam, że to ze mnie tak brud schodzi ;)

Ale poza tym same zalety. Czuję się doszorowana, używa się Kessy całkiem przyjemnie. Nie jest gruba, więc „czuję ciało”, kiedy jej używam. Kessa szoruje mocno, skóra jest wyraźniej gładka i faktycznie dużo szybciej wchłania olejki i balsamy. Można też jej używać z peelingiem kawowym (wczoraj próbowałam :D ), przyjemnie „wzmacnia” peeling, ale też i ziarenka łatwo się wypłukują po umyciu.

W sumie może warte dodania jest to, że do mycia używam bezSLESowych produktów. SLESy mnie wysuszają na wiór. I szczerze mówiąc obawiałabym się tak mocnego, codziennego szorowania mocnymi detergentami.

W każdym razie totalnie się zakochałam w tym produkcie! Rękawica kosztowała mnie około 15 zł. A teraz jest w promocji w Hebe i można ją dostać już za 10 zł.

Coś czuję, że skoro mam już rękawicę, mam czarne mydło i olejek arganowy, to niedługo spróbuję całego rytuału, tylko zastąpię glinkę Ghassoul zieloną glinką, bo tylko taką mam na stanie. Mam nadzieję, że się Marokańczycy nie obrażą ;)

 

Reklamy